Fot. Grzegorz Jakubowski KPRM

Zbliżają się wybory. Znów stoimy przed decyzją, która z definicji powinna być prosta, a jednak z roku na rok staje się coraz bardziej zagmatwana. Mamy wybrać reprezentanta – nie tylko tego, który będzie nas godnie reprezentować w kraju, ale – co może ważniejsze – na arenie międzynarodowej, gdzie każdy błąd kosztuje nas więcej, niż się wydaje.

Dotąd wszystko było mniej więcej przewidywalne – urzędujący prezydent startował po drugą kadencję, zderzając się z kilkoma kandydatami. Elektorat miał wybór: znane zło kontra nieznana alternatywa. Raz wygrywał „ten sam”, raz „nowy”. Było to powtarzalne, oswojone.

Ale dziś sytuacja wygląda inaczej.

Dotychczasowy prezydent swoje dwie kadencje już „odklepał” – z hukiem, jak niektórzy powiedzą (choć to temat na osobny tekst). Zatem teraz – my, wyborcy – jesteśmy od miesięcy wręcz terroryzowani medialnie przez cały wachlarz kandydatów. Od tych, którzy nie mają szans, przez tych, którzy mają za dużo pieniędzy, aż po tych, którzy za wszelką cenę próbują się sprzedać jako jedyni „prawdziwi” przedstawiciele narodu.

Nie oszukujmy się. W grze zostają tylko ci, którzy reprezentują największe partyjne obozy. Reszta to tło, teatr, albo – co gorsza – zasłona dymna.

Owszem, są też kandydaci „niezależni”. Tyle że niezależni tylko z nazwy. Każdy, kto choć raz zajrzał za kulisy polityki, dobrze wie, z którego obozu dany kandydat się wywodzi, komu służy i dla kogo gra.

I właśnie tu zaczyna się nasz problem. Elektoratu. Kogo wybrać?

Już słyszę to echo: „Nie idę na wybory, bo mój głos i tak nic nie znaczy.”

A potem okazuje się, że pół miliona ludzi pomyślało tak samo. I znów lament, że „wygrał nie ten”. No cóż – nie wygrał sam. Pomogliśmy mu.

Można zaklinać rzeczywistość, można przeklinać kandydatów, media i system. Ale może tym razem pomyślmy nie w kategoriach: „prawo” i „lewo”, tylko „przód” albo „tył”. I zadajmy sobie jedno cholernie ważne pytanie:

Czy którykolwiek z kandydatów naprawdę reprezentuje interes i rację stanu naszego Państwa?

Jeśli znajdziesz takiego – idź i głosuj. Z czystym sumieniem. Z czystymi rękami. W przeciwieństwie do niektórych z tych, którzy ubiegają się o Twoje zaufanie.

Red.